niedziela, 24 stycznia 2016

Gastrofazy i inne przyjemności.

Od kilku dni moje mdłości nieco osłabły-choć oczywiście nadal atakują w najmniej odpowiednim momencie. Od rana nadal czuję się kiepsko, ale potem jest już tylko lepiej. W dużej mierze z całą pewnością wpływa na to fakt, że krócej pracuję-albo jestem szybciej w domu, albo mogę wstać później :) Ta druga opcja pasuje mi bardziej, bo leniwe poranki uwielbiam-pewnie skończą się, kiedy pojawi się Młodzież.

Znajomy wybrał się do Lizbony-miasta, które absolutnie uwielbiam, lekko pozieleniałam z zazdrości... Zażartowałam sobie, że w sumie vinho verde odpada, zatem nie pogniewam się za pasteis de Belem. I wiecie co? Przywiózł :D Omnomnomnomnom :D

Od 3 dni mam fazę na lemoniadę domowej roboty-oprócz innych płynów potrafię wchłonąć 1,5 litra dziennie. W ogóle ostatnio dużo piję-częściej i szybciej odczuwam pragnienie. Przed ciążą miałam skłonności do ignorowania pragnienia, ale teraz nie ma opcji.

W zeszłym tygodniu zmusiłam Szczęśliwego Tatusia do ugotowania swojego dania popisowego, czyli rosyjskiej zupy solanki-strasznego miałam na nią smaka :)

Z okazji Dnia Babci i Dziadka powiedziałam mojej Babci i Dziadkowi (drugi "komplet" już niestety nie żyje), że dostali awans :) ale była radocha :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz