Wczoraj miałam USG "prenatalne". Okazuje się, że Dzidzia jest wstydzioszek i karku pokazać nie chciała. Pani Doktor namęczyła się, próbowała sondą transwaginalną i brzuszną i nic. Ja już tam na tej kozetce ledwo żyłam, z dziurą w brzuchu już prawie, a Żelek nic. Pani Doktor zaordynowała spacer, to pojechaliśmy ze Szczęśliwym Tatusiem do Castoramy kupić ziemię do kwiatów (i batonika z automatu dla mnie :P) i wróciliśmy na kolejną sesję USG. Dzidziolek dalej nie dał sobie zdjęcia zrobić, więc przezierność fałdu karkowego mamy dalej nie zmierzoną, za to kość nosową łaskawie pokazał :) W związku z tym brakiem pomiaru muszę się w poniedziałek wybrać do Bardzo Dużego i Ważnego Szpitala na kolejne podejście-mam nadzieję, że Maleństwo tym razem zdecyduje się na współpracę.
Pomimo tego, że jest jeszcze dość wcześnie i pewności 100% jeszcze nie mamy, to jednak z dużą dozą prawdopodobieństwa widziałam na ekranie... Dziewuszkę :) W pewnym momencie, poszturchana trochę końcówką od USG, Maleńka okręciła się tak, że na monitorze widać było skrzyżowane girki i to co pomiędzy :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz