czwartek, 17 grudnia 2015

Żelisław, zwany żelkiem :)

Dzisiejszy dzień minął pod znakiem badań rozmaitych w Bardzo Dużym Szpitalu.

Wstałam bardzo wcześnie rano, żeby przed ósmą być już w Izbie Przyjęć (oczywiście z kursu wypadły 2 autobusy pod rząd... w końcu pojechałam innym, ale co namokłam na przystanku to moje). Podróż na czczo autobusem to nie był najlepszy pomysł, następnym razem jednak obudzę Szczęśliwego Tatusia albo pojadę taksówką.

W szpitalu wszystko poszło naprawdę sprawnie, na szczęście nie musiałam zostać na dłużej, bo mały krwiak podkosmówkowy prawie całkowicie się wchłonął. Pooglądali mnie z każdej strony, trochę podziabali igłami no i oczywiście zrobiono mi USG :) A na ekranie bałwanek z bijącym serduszkiem pięknie wyewoluował w eleganckiego żelka-rączki, nóżki, serduszko... :) No i od ostatniego USG, które miałam wykonywane 2 grudnia, Następca Tronu podwoił wzrost :P teraz ma całe 33 mm :)

Oczywiście w drodze powrotnej, w ramach psikusa losu, oczywiście autobus wypadł z kursu. Znowu zmokłam, więc jak w końcu wreszcie weszłam do domu, to padłam do łóżka i spałam 2 godziny-normalnie mi się to nie zdarza, śpię w dzień jak jestem ciężko chora... no i jak widać-w ciąży. Obudziło mnie piknięcie domofonu-Szczęśliwy Tatuś przyniósł do domu piękną choinkę-pierwszą Żelkową choinkę. 


Następną ubierać będziemy już z Żelisławem po drugiej stronie brzucha.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz